środa, 18 lipca 2007

breathing in fumes » Posprzątaj swój cyfrowy bałagan

W swoich RSS znalazłam dzisiaj ciekawy wpis z blogu Breathing in fumes - poniżej fragment:

breathing in fumes » Posprzątaj swój cyfrowy bałagan: "Co trzeba zrobić, jeśli planujemy megakarierę, a zrobiliśmy parę złych rzeczy po których został ślad?

* wygooglać swoje nazwisko w różnych domianach i konfiguracjach
* skontaktować się z serwisami z prośbą o usunięcie niechcianych informacji (czasem pomaga)
* przejrzeć swoje profile w dziesiątkach serwisów społecznościowych, w jakich mamy konta i nałożyć sobie filtr na rozbuchane ego
* to czego nie da się usunąć - zamaskować pozytywnymi informacjami, tekstami, odnośnikami (np. postarać się opublikować kilka ciekawych artykułów, postów itd., do których google znajdzie drogę)
* założyć profesjonalną wizytówkę biznesową z własnym nazwiskiem w domenie
* założyć sobie Google Alerts z własnym nazwiskiem"

__________________________

a swoja droga dotad nie wpadlam na to zeby sledzic w sieci info o sobie przez google alerts :>

Raz jeszcze o WIKI

Wykorzystanie narzędzi Wiki zdecydowanie wzrasta. Tutaj przykład z użyciem ich do planowania konferencji - Computers in Education Group of South Australia. Ciekawe czy u nas by to przeszło?

Dotychczas, tworząc stronę konferencji (mam na swoim koncie już dwie takie - Socrates i IPN2007), musiałam trzymać się ścisłego układu. Wszelkie zmiany mogłam wprowadzać tylko ja, co oznaczało nanoszenie poprawek o najróżniejszych porach dnia i nocy. Już nie będę narzekać na niekompatybilność kodu z przeglądarkami (nie narzekam, jedynie wspominam o tym). Oczywiście, dzisiaj zmieniłabym w nich wiele, wiele, wiele.. Tymczasem zakładając Wiki :> każdy z organizatorów może dodawać swoje elementy, nanosić poprawki, aktualizować dane,..
Cud miód ultramaryna!

Tylko czy to aby nie za prosto by było? bez własnej szaty graficznej, wybieranej w pośpiechu i przerabianej na prędce... Bez nocnych dyskusji nad nazwą jednego maleńkiego przycisku,.. i wreszcie bez honoru wpisania się w autorstwo strony ;)

sobota, 14 lipca 2007

Learning without E

W artykule It's time to drop E-learning Donald H Taylor sugeruje porzucenie literki e w e-learningu. Środki elektroniczne wdarły się do tradycyjnych technik nauczania, więc ciężko odróżnić gdzie zaczyna się e-learning. Na pewno?!? W moim środowisku bez dwóch zdań komputery są wszechobecne, ale w Polsce są nauczyciele, którzy nie potrafią nawet uruchomić komputera, a co dopiero wykorzystać go w nauczaniu! Jeśli tak jest, to czy można mówić o porzuceniu tej jakże uroczej e-literki ;)

Mówienie o elearningu, z różnymi jego odmianami, jest zwyczajnie trendem marketingowym w edukacji. Kiedy nasze życie scala się z cyberprzestrzenią, oczywiste jest, że nawet ta najbardziej konserwatywna instytucja (szkoła) musi przyjąć e-świat i w nim znaleźć dla siebie miejsce.

I jak mam prowadzić dalsze rozważania, kiedy bateria mojego laptopa zasypia... ;)